środa, 23 października 2019. Imieniny Edwarda, Marleny, Seweryna

Dziczek ściął rywala jak sosnę! [WYWIAD]

2019-04-15 09:43:29 (ost. akt: 2019-04-15 09:49:28)

Autor zdjęcia: archiwum organizatorów

SPORTY WALKI/// Kolejne wielkie zwycięstwo Konrada Dziczka! 13 kwietnia podczas gali Rocky Warriors Cartel w Golinie, wojownik MMA z Ukty (Arrachion Olsztyn) rozprawił się w 1. rundzie z reprezentantem Bośni i Hercegowiny - Edisem Besicem.

— W jaki sposób znalazłeś się w ogóle na celowniku RWC? Naprawdę wielu chciałoby wyjść do tego oktagonu.
— Złożyło się na to kilka czynników, jednak najważniejszym z nich była postać Dawida Walaska. To młody menadżer, jednak - jak widać - mający wpływy w polskim MMA. Złożył mi propozycję, a mi nie pozostało nic innego jak ją przyjąć i... pokazać się z dobrej strony.

— Swą pozycję w tej organizacji faktycznie musiałeś wpierw wywalczyć. Trafiłeś na "listę rezerwową", a twój występ nie był stuprocentowo pewny bardzo długo. Można w takich warunkach w ogóle nastawić się mentalnie do walki?
— Nie jest to łatwe, przyznaję. Ale jeśli chce się pokonywać kolejne stopnie w MMA... Trzeba postawić wszystko na jedną kartę. O tym, że faktycznie może dojść do tego pojedynku dowiedziałem się ok. 8 dni przed walką. Cały czas jednak wierzyłem w tę ofertę i byłem - non stop - w treningu.

— Mieliście choćby chwilę, by przyjrzeć się wcześniej rywalowi? Przeanalizować jego styl etc.?
— Dosłownie chwilę. Wynotowaliśmy, że dysponuje niezłymi warunkami fizycznymi (prawdziwą "petardę" ma zwłaszcza w prawej ręce). Lubi to wykorzystywać głównie poprzez obalenia oraz wdawanie się w regularną "bijatykę". Plan był więc prosty. Nie można było do tego dopuścić.

— Musiało być to trudne, bo sam nie stronisz od pójścia z pięściami "na żywioł".
— Tym razem nie tylko nie mogłem, ale i nie chciałem sobie na to pozwolić. Gdyby jednak jakieś odstępstwa od planu przyszły mi do głowy, to miałem w narożniku doświadczonego trenera Pawła Derlacza oraz mojego klubowego kolegę i sparingpartnera - Piotra Grazewicza. Ich wsparcie dało mi dużo pewności w klatce. Przy okazji chciałbym gorąco podziękować całej ekipie Arrachionu Olsztyn, w którym się przygotowywałem do tej konfrontacji. No i oczywiście słynnemu Andriejowi Molchanovovi (Białorusin, legenda K1 - przyp. K. K.), z którym odbyłem dwa solidne treningi w Warszawie, a także innemu świetnemu fighterowi - mojemu przyjacielowi Mateuszowi Żukowskiemu, z którym wspieramy się już od bardzo dawna.

— Przyznam szczerze, że początkowo walka mogła wydawać się... "nudna". Liczyłeś ile kółek wokół oktagonu zrobiłeś? Krążyłeś wokół gościa jak satelita.
— (śmiech) Nie liczyłem, ale było pewnie ich dość sporo. Realizowałem jednak plan. Wiedziałem, że z tym rywalem nie ma żartów. Jeden jego cios mógł zakończyć pojedynek. Nie zależało mi więc na tym, by walka wyglądała "ładnie". Miało być skutecznie...

Kamil Kierzkowski
TO TYLKO FRAGMENT ARTYKUŁU. CAŁA ROZMOWA W NAJBLIŻSZYM, PIĄTKOWYM NUMERZE GAZETY PISKIEJ.

http://m.wm.pl/2017/11/orig/piska-429585.jpg
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Zagraj w GRY.wm.pl

  • Goodgame Empire
  • Goodgame Big Farm
  • Goodgame Poker
  • Shadow Kings - The Dark Ages